Łódź, jaka jest, nie każdy widzi. Moja jest ładna.
Wpisy otagowane „zima”
Tak, wiem, nowy rok zaczął się prawie miesiąc temu. A ja od miesiąca nie wrzucałem nic na bloga.
I owszem, wiem, że to dzisiejsze zdjęcie wcale nie jest dobre, ani ładne.
W dodatku nie pokazuje nic dobrego ani ładnego.
Ale okoliczności jego powstania są dla mnie wyjątkowe. I dlatego postanowiłem je pokazać, trochę egoistycznie, tak dla siebie, nie bardzo przejmując się czy wpisuje się ono dobrze w klimat bloga, czy nie. Pamiętacie moje dwa łódzkie zdjęcia udające Afrykę? Hałda kruszywa na Olechowie to było Kilimandżaro, a telebim w Manufakturze udawał zachód słońca w Kenii.
Powinienem był wtedy uważać na moje skojarzenia! Minęło kilkanaście miesięcy, a ja trafiłem do prawdziwej Kenii, gdzie mogłem podziwiać prawdziwe Kilimandżaro i fotografować malownicze zachody słońca nad sawanną. Verbum caro factum est :-)
A ledwo z tej Kenii wróciłem, tuż po wyjściu z pociągu na dworcu Łódź Fabryczna, gdy z wielgachnym plecakiem przechodziłem przez Piotrkowską, moim oczom ukazał się taki oto widok:
No wypisz wymaluj skalisty łuk z Parku Narodowego Arches w USA!
Inna sprawa, że taka góra śniegu w takim miejscu to obciach. Ile czasu ta zaspa musiała tam wietrzeć, że doszło do tak zaawansowanej erozji? Wolę nie wiedzieć. Wolę też nie myśleć, dokąd poniosą mnie moje wybujałe skojarzenia w ciągu następnych kilkunastu miesięcy :-)
Ale pomarzyć warto, bo to się spełnia. Czego i Wam wszystkim życzę z okazji nowego roku!
Nie ma tu choinek, gwiazdek, lampek czy mikołajów, ale jak dla mnie to zdjęcie w miarę dobrze oddaje klimat świąteczny. Jest głucha, zimowa noc, jest kościół, w którym pewnie ludzie zebrali się na pasterkę. Jest gdzieś tam przycupnięta bożonarodzeniowa szopka.
A lampki, świecidełka i brodaci korpulentni dziadkowie przebrani w barwy coca-coli są dostępni w każdym centrum handlowym.
Chcielibyście mieszkać w starej portierni obok hipermarketu?
Zabytkowa architektura przemysłowa z przełomu XIX i XX wieku jest tak wyjątkowa, że nawet banalne detale potrafią w niej dziś urzekać. I tak też się stało z budynkiem dawnej portierni zakładów mięsnych przy ulicy Inżynierskiej. Cytuję za Dziennikiem Łódzkim: "Zobaczyliśmy ten budynek w pewien mglisty wieczór - opowiada właścicielka. - W tej mgle świeciły się latarnie i wszystko razem tworzyło niesamowity klimat. Nie mogliśmy przejść wokół niego obojętnie."
Budynek został zaadaptowany na jednorodzinny dom mieszkalny. Architekt Wojciech Wycichowski przeprojektował praktycznie całe wnętrze, zachowując jednak zabytkowy charakter obiektu. Jego praca została doceniona: domek zwyciężył w konkursie na Najlepszy Obiekt Architektoniczny Województwa Łódzkiego, w kategorii budynek mieszkalny.
Gdy przeczytałem o tym, od razu wiedziałem, że to jest temat na wpis. Któregoś wieczora pojechałem na Inżynierską z aparatem i zupełnie przypadkiem natknąłem się na właściciela domku, który właśnie odśnieżał podjazd pod bramę. "Lubię, gdy komuś się chce" - odparł, gdy opowiedziałem mu o fotoblogu i poprosiłem o możliwość zrobienia kilku zdjęć na podwórku. "Nam też się chciało i dlatego jest taki efekt. Oczywiście z ekonomią nie miało to nic wspólnego, ale ekonomia to jest o tam" - pokazał ręką na stojący za płotem nudny blaszany hipermarket. A potem cierpliwie podchodził i odchodził od dwóch lamp nad wejściem, które włączały się tylko na czujnik ruchu i to na bardzo krótko. I tylko dzięki temu na moich zdjęciach są zapalone. Ja też lubię, gdy komuś się chce :-)
Fotografie znajdujące się na tym blogu są dostępne na licencji
Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie
niekomercyjne-Bez utworów zależnych 2.5
Polska.