Łódź na nowo

Łódź, jaka jest, nie każdy widzi. Moja jest ładna.

Wpisy

  • niedziela, 27 marca 2011
    • Rżewski rulz!

      Cudze chwalicie, swego nie znacie. W listopadzie 1918 roku Polska niepodległość odzyskała, a Łódź - można powiedzieć - zyskała. Miasto, które pod zaborami rozkwitło do potężnego, wielokulturowego ośrodka przemysłowego, po raz pierwszy na dobre posmakowało niepodległości. A na czele tej nowej polskiej metropolii stanął niejaki Aleksy Rżewski.

      Facet nie wziął się znikąd. Działał w ruchu niepodległościowym jeszcze zanim zaczął się golić. Pod zaborami mieli z nim utrapienie Moskale, a podczas I wojny światowej - Niemcy. Przez jednych i drugich wielokrotnie więziony, raniony, zesłany nawet na Sybir - i tak zawsze im uciekał i wracał do Łodzi. Po wojnie został pierwszym jej prezydentem - ale nie grzał stołka, tylko działał dalej.

      Wprowadził w Łodzi - jako pierwszym mieście w Polsce - powszechny obowiązek nauczania. Utworzył, jeszcze w pierwszym roku urzędowania, Oddział Kanalizacji i Wodociągów. Wyobrażacie sobie ćwierćmilionowe miasto, w którym ścieki płyną rynsztokiem? Bo tak właśnie wyglądała Łódź tuż po odzyskaniu niepodległości! Plany skanalizowania miasta były już od dawna - i to bardzo nowoczesne, śmiałe plany, ale dopiero Rżewski ostatecznie uruchomił ich realizację.

      Był prezydentem przez cztery lata, potem pełnił urząd starosty. Od razu na początku II wojny światowej został aresztowany przez hitlerowców i jeszcze w 1939 rozstrzelany w ramach likwidacji polskiej inteligencji.

      W naszym mieście swoje pomniki ma co najmniej kilka postaci, które dla Łodzi zrobiły niewiele, a w porównaniu z Rżewskim - nic nie zrobiły. Niestety, pierwszy prezydent póki co doczekał się jedynie graffiti na jednym z łódzkich podwórek (Wólczańska 61). Lepsze to niż nic...

      Rżewski rulz!

      A tak w ogóle to dzisiaj przypada 92 rocznica wyboru Rżewskiego na prezydenta. Nie okrągła, ale przynajmniej porządnie obchodzona. Powstał fabularyzowany dokument o Rżewskim, zorganizowano grę miejską, zwiedzanie Łodzi po śladach Rżewskiego, a na facebooka ludzie wrzucają swoje zdjęcia na tle tego graffiti (link). Moje też oczywiście jest :) Co więcej, gdy pojechałem robić tam zdjęcia, na miejscu pojawiła się łodzka telewizja, by nakręcić materiał o Rżewskim. No i chcąc nie chcąc wlazłem im w kadr i wylądowałem w Łódzkich Wiadomościach Dnia... Klikajcie tu i oglądajcie od 15 minuty :-)

      Podobne zdjęcia:
      DSCF1167.JPG Marcin Gortat graffiti The Wall One bike. Two Moons. Lots of flowers. Tetris 3D Fluor Kormoranz

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Rżewski rulz!”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      yez.hodowca
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 marca 2011 22:34
  • wtorek, 25 stycznia 2011
    • Spóźniony wpis noworoczny

      Tak, wiem, nowy rok zaczął się prawie miesiąc temu. A ja od miesiąca nie wrzucałem nic na bloga.

      I owszem, wiem, że to dzisiejsze zdjęcie wcale nie jest dobre, ani ładne.
      W dodatku nie pokazuje nic dobrego ani ładnego.

      Ale okoliczności jego powstania są dla mnie wyjątkowe. I dlatego postanowiłem je pokazać, trochę egoistycznie, tak dla siebie, nie bardzo przejmując się czy wpisuje się ono dobrze w klimat bloga, czy nie. Pamiętacie moje dwa łódzkie zdjęcia udające Afrykę? Hałda kruszywa na Olechowie to było Kilimandżaro, a telebim w Manufakturze udawał zachód słońca w Kenii.

      Powinienem był wtedy uważać na moje skojarzenia! Minęło kilkanaście miesięcy, a ja trafiłem do prawdziwej Kenii, gdzie mogłem podziwiać prawdziwe Kilimandżaro i fotografować malownicze zachody słońca nad sawanną. Verbum caro factum est :-)

      A ledwo z tej Kenii wróciłem, tuż po wyjściu z pociągu na dworcu Łódź Fabryczna, gdy z wielgachnym plecakiem przechodziłem przez Piotrkowską, moim oczom ukazał się taki oto widok:

      No wypisz wymaluj skalisty łuk z Parku Narodowego Arches w USA!

      Inna sprawa, że taka góra śniegu w takim miejscu to obciach. Ile czasu ta zaspa musiała tam wietrzeć, że doszło do tak zaawansowanej erozji? Wolę nie wiedzieć. Wolę też nie myśleć, dokąd poniosą mnie moje wybujałe skojarzenia w ciągu następnych kilkunastu miesięcy :-)

      Ale pomarzyć warto, bo to się spełnia. Czego i Wam wszystkim życzę z okazji nowego roku!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Spóźniony wpis noworoczny”
      Tagi:
      Autor(ka):
      yez.hodowca
      Czas publikacji:
      wtorek, 25 stycznia 2011 03:54
  • piątek, 24 grudnia 2010

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

weź sobie RSS

Creative Commons License

Fotografie znajdujące się na tym blogu są dostępne na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 2.5 Polska.