Łódź, jaka jest, nie każdy widzi. Moja jest ładna.
Wpisy
Wczoraj telewizja pokazała pierwszy odcinek serialu "Komisarz Alex". Nie będę tu pisał, czy serial jest dobry, ani nawet o czym opowiada, bo w kontekście tego bloga ważne jest tylko jedno: zdjęcia do serialu zostały nakręcone w Łodzi :-) Co więcej, nakręcone tak, że miasto naprawdę na ekranie widać, i to widać ładnie.
Podczas oglądania przyszło mi do głowy, żeby tu na blogu zrobić coś w rodzaju cyklu "śladami komisarza Alexa". Jeśli ktoś z Was po obejrzeniu pierwszego czy kolejnych odcinków zapragnie się przyjrzeć się jeszcze raz obiektom, do których zawitała ekipa z kamerą, to tu będzie dobre do tego miejsce.
Na pierwszy ogień idzie hotel Andel's, na którego tarasie doszło do wybuchu i strzelaniny w pierwszych scenach odcinka. Zdjęcia Andel'sa miałem w zanadrzu, więc pokazuję od razu. Później akcja przenosi się m.in:
Wiele z tych miejsc mam na zdjęciach jeszcze nie pokazywanych, więc teraz na pewno trafią one na bloga. Do pozostałych - wybiorę się z aparatem prędzej lub później. Podobno "Komisarz Alex" zawiera około stu lokacji na terenie Łodzi, więc będzie co pokazywać :-)
A póki co - hotel Andel's:
To zdjęcie zrobiłem prawie cztery lata temu w okolicach dworca Łódź Fabryczna. Dziś chyba jest dobry dzień, aby je wreszcie pokazać. Bo dziś ta i inne okoliczne kamienice przestały istnieć, ustępując miejsca pod budowę Nowego. Już nawet nie piszę czego Nowego, żeby nie zapeszać. Łodzianie wiedzą, o czym mówię. Czytelnikom spoza Łodzi napiszę tylko, że gdyby w Łodzi zrealizowano wszystko, co było planowane w ostatnim dziesięcioleciu, to mielibyśmy tu spokojnie tor Formuły 1, park safari, Disneyland i wyciąg narciarski, o Euro 2012 nie wspominając.
A póki co, mamy - albo raczej już nie mamy, bo wyburzyli - parę starych kamienic w miejscu, gdzie za iks lat ma stanąć śliczny dworzec kolejowy i w ogóle. Jedni się cieszą, że wreszcie z centrum miasta znikną szpetne rudery, a inni załamują ręce, że niszczy się unikalną tkankę miejską. I tylko gołębiom jest wszystko jedno, one na to wszystko srają. Dosłownie.
Piękną mamy jesień tego roku. Jest złota, słoneczna, ciepła i sucha. A ja wyjątkowo nie mam dobrych aktualnych zdjęć tej mojej ulubionej pory roku. Mógłbym się tłumaczyć, że aparat był zepsuty, a potem w naprawie, i że przez to nie miałem natchnienia, ale to nie jest dobra wymówka. Zawsze jakiś zastępczy aparacik pod ręką miałem. I czasem nawet nim pstrykałem, co pokazuje poniższe zdjęcie. Zrobione w pierwszym tygodniu jesieni, na łąkach pomiędzy Drewnowską a Lutomierską:
Jest to ulubione miejsce spacerów właścicieli psów i mam z wózkami. Mi służy jako najkrótsza ścieżka do Manufaktury. A niewiele brakowało, a biegłaby tędy dwupasmowa ulica! W 2006 roku, gdy powstawała Manufaktura, inwestor zbudował wzdłuż niej nową aleję, łączącą ulice Ogrodową i Drewnowską. Ta aleja, nazwana imieniem Jana Karskiego, miała stać się ważną arterią łączącą Bałuty z centrum. Wystarczyło ją przedłużyć na północ, w kierunku Lutomierskiej i Limanowskiego. Coś tam jednak nie zatrybiło w umowach pomiędzy miastem a inwestorem i ostatecznie ta szeroka niczym autostrada ulica kończy się równie nagle jak się zaczyna, a jej znaczenie komunikacyjne jest bliskie zeru.
Mi jednak takie niedokończenie sprawy bardzo się podoba. Ocalał duży, spokojny obszar zieleni, rzecz bezcenna wśród bałuckich blokowisk. A tranzyt samochodowy został utrzymany z dala od miejsc gęsto zamieszkanych. To jeden z nielicznych przykładów, gdy niepowodzenie jakiejś łódzkiej inwestycji przynosi ludziom więcej pożytku niż jej ewentualna realizacja :-)
Fotografie znajdujące się na tym blogu są dostępne na licencji
Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie
niekomercyjne-Bez utworów zależnych 2.5
Polska.