Łódź, jaka jest, nie każdy widzi. Moja jest ładna.
Wpisy
Jest w Łodzi takie miejsce, o którym mało kto wie, a tylko nieliczni mieli okazję je odwiedzić. Piękne, unikatowe i niedostępne. Przypomina trochę wnętrze słynnego meczetu w Cordobie, trochę jakieś starożytne katakumby. Zostało jednak zbudowane całkiem niedawno, w dwudziestym wieku, a służy po prostu jako olbrzymi zbiornik na wodę. Na dodatek znajduje się pod ziemią. I - co najważniejsze - wciąż pełni swoją funkcję!
Mowa oczywiście o tzw "Katedrze", czyli podziemnych rezerwuarach wody pitnej dla miasta. Zbiorniki znajdują się w dzielnicy Stoki, w jednym z najwyższych punktów miasta. W razie potrzeby, woda z nich po prostu spływa do niżej położonych miejsc w Łodzi. Tak jak w wieży ciśnień. System został zaprojektowany przez angielskiego inżyniera Williama Lindleya, którego dziełem jest także okrągły kanał pod Placem Wolności, tzw Dętka. W Dętce wody już dawno nie ma, przemieniono ją w obiekt muzealny (polecam!). Natomiast Katedra na Stokach wciąż działa. Jej zapas wody wystarczyłby miastu na 8 do 12 godzin w razie awarii wszystkich innych ujęć.
Ponieważ woda pitna to surowiec strategiczny, dlatego dostęp do zbiorników jest pilnie strzeżony. A nawet jakby ktoś się wdarł do środka, to nie zobaczy właściwie nic, bo wnętrze jest przecież zawsze zalane wodą. Wybrańcy, którzy mieli okazję zobaczyć je na sucho, opowiadali potem innym o cudach, które tam widzieli. I w ten sposób miejsce obrosło swego rodzaju legendą - jak wszystko co piękne, niedostępne i unikatowe.
Oczywiście można zadać sobie pytanie, po co podziemnemu zbiornikowi na wodę jakiekolwiek walory estetyczne. Odpowiedź brzmi - właściwie po nic. Wybór materiału (cegła) oraz formy (sklepienia łukowe podparte kolumnami) był podyktowany względami technicznymi, nie estetycznymi. W końcu, jeśli coś ma być schowane pod ziemią, zalane wodą i absolutnie niedostępne dla zwiedzających, to kto by się przejmował jak to ma wyglądać? A jednak - projektant zbiorników (Lindley - niech każdy Łodzianin zapamięta to nazwisko) pokazał jak połączyć funkcjonalność z niespotykaną urodą.
Raz na kilka lat woda jest spuszczana ze zbiorników w celach konserwacyjnych. Ja miałem to szczęście i zostałem wpuszczony tam z aparatem. Chciałbym podziękować w tym miejscu przyjaźnie nastawionym ludziom z Łódzkich Wodociągów i z Festiwalu Czterech Kultur, którzy mi to umożliwili. Moja wdzięczność dla was nie ma granic :-)
Wczoraj telewizja pokazała pierwszy odcinek serialu "Komisarz Alex". Nie będę tu pisał, czy serial jest dobry, ani nawet o czym opowiada, bo w kontekście tego bloga ważne jest tylko jedno: zdjęcia do serialu zostały nakręcone w Łodzi :-) Co więcej, nakręcone tak, że miasto naprawdę na ekranie widać, i to widać ładnie.
Podczas oglądania przyszło mi do głowy, żeby tu na blogu zrobić coś w rodzaju cyklu "śladami komisarza Alexa". Jeśli ktoś z Was po obejrzeniu pierwszego czy kolejnych odcinków zapragnie się przyjrzeć się jeszcze raz obiektom, do których zawitała ekipa z kamerą, to tu będzie dobre do tego miejsce.
Na pierwszy ogień idzie hotel Andel's, na którego tarasie doszło do wybuchu i strzelaniny w pierwszych scenach odcinka. Zdjęcia Andel'sa miałem w zanadrzu, więc pokazuję od razu. Później akcja przenosi się m.in:
Wiele z tych miejsc mam na zdjęciach jeszcze nie pokazywanych, więc teraz na pewno trafią one na bloga. Do pozostałych - wybiorę się z aparatem prędzej lub później. Podobno "Komisarz Alex" zawiera około stu lokacji na terenie Łodzi, więc będzie co pokazywać :-)
A póki co - hotel Andel's:
To zdjęcie zrobiłem prawie cztery lata temu w okolicach dworca Łódź Fabryczna. Dziś chyba jest dobry dzień, aby je wreszcie pokazać. Bo dziś ta i inne okoliczne kamienice przestały istnieć, ustępując miejsca pod budowę Nowego. Już nawet nie piszę czego Nowego, żeby nie zapeszać. Łodzianie wiedzą, o czym mówię. Czytelnikom spoza Łodzi napiszę tylko, że gdyby w Łodzi zrealizowano wszystko, co było planowane w ostatnim dziesięcioleciu, to mielibyśmy tu spokojnie tor Formuły 1, park safari, Disneyland i wyciąg narciarski, o Euro 2012 nie wspominając.
A póki co, mamy - albo raczej już nie mamy, bo wyburzyli - parę starych kamienic w miejscu, gdzie za iks lat ma stanąć śliczny dworzec kolejowy i w ogóle. Jedni się cieszą, że wreszcie z centrum miasta znikną szpetne rudery, a inni załamują ręce, że niszczy się unikalną tkankę miejską. I tylko gołębiom jest wszystko jedno, one na to wszystko srają. Dosłownie.
Fotografie znajdujące się na tym blogu są dostępne na licencji
Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie
niekomercyjne-Bez utworów zależnych 2.5
Polska.