Łódź, jaka jest, nie każdy widzi. Moja jest ładna.
Wpis
Tak, wiem, nowy rok zaczął się prawie miesiąc temu. A ja od miesiąca nie wrzucałem nic na bloga.
I owszem, wiem, że to dzisiejsze zdjęcie wcale nie jest dobre, ani ładne.
W dodatku nie pokazuje nic dobrego ani ładnego.
Ale okoliczności jego powstania są dla mnie wyjątkowe. I dlatego postanowiłem je pokazać, trochę egoistycznie, tak dla siebie, nie bardzo przejmując się czy wpisuje się ono dobrze w klimat bloga, czy nie. Pamiętacie moje dwa łódzkie zdjęcia udające Afrykę? Hałda kruszywa na Olechowie to było Kilimandżaro, a telebim w Manufakturze udawał zachód słońca w Kenii.
Powinienem był wtedy uważać na moje skojarzenia! Minęło kilkanaście miesięcy, a ja trafiłem do prawdziwej Kenii, gdzie mogłem podziwiać prawdziwe Kilimandżaro i fotografować malownicze zachody słońca nad sawanną. Verbum caro factum est :-)
A ledwo z tej Kenii wróciłem, tuż po wyjściu z pociągu na dworcu Łódź Fabryczna, gdy z wielgachnym plecakiem przechodziłem przez Piotrkowską, moim oczom ukazał się taki oto widok:
No wypisz wymaluj skalisty łuk z Parku Narodowego Arches w USA!
Inna sprawa, że taka góra śniegu w takim miejscu to obciach. Ile czasu ta zaspa musiała tam wietrzeć, że doszło do tak zaawansowanej erozji? Wolę nie wiedzieć. Wolę też nie myśleć, dokąd poniosą mnie moje wybujałe skojarzenia w ciągu następnych kilkunastu miesięcy :-)
Ale pomarzyć warto, bo to się spełnia. Czego i Wam wszystkim życzę z okazji nowego roku!
Fotografie znajdujące się na tym blogu są dostępne na licencji
Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie
niekomercyjne-Bez utworów zależnych 2.5
Polska.