Łódź, jaka jest, nie każdy widzi. Moja jest ładna.
Wpis
Jednym z dziwniejszych miejsc, jakie miałem okazję w Łodzi odwiedzić, było wnętrze komina zabytkowej elektrowni Karola Scheiblera. Okazja nadarzyła się podczas pleneru fotograficznego zorganizowanego przez Olympusa. Samą Elektrownię już wtedy pokazywałem , jednak komin zasługuje na oddzielny wpis:

Komin w środku jest wielkości sporego pokoju - oczywiście tylko u podstawy, bo potem się zwęża. Wchodzi się przez niziutkie drzwiczki, więc trzeba się schylić wpół. Zamiast podłogi - wielka piaskownica albo raczej popielnica. Ciemno. Zdjęcie jest sztucznie oświetlone lampą, ale w rzeczywistości prawie nic nie widać. Tylko w górze migocze maleńkie okrąłgłe światełko: niebo.
Prowadzi do niego drabinka. Próbuję wejść, ale opadają mnie tumany kurzu (popiołu? sadzy?) więc rezygnuję. Pstrykam zdjęcia w stresie: nowy, niepoznany aparat, zupełnie niedorzeczne światło, a okazja jaka się normalnie nie zdarza. Ale coś tam jednak z tego pstrykania wyszło i pamiątka będzie.
Tak więc byłem w kominie, byłem w dętce . Teraz jeszcze tylko katedra :-)
A ja na tym plenerze byłem, ale w samym kominie nie :P Jakoś się gdzieś na dłużej zawieruszyłem i do komina już nie wszedłem. Dobrze chociaż sobie tu popatrzeć :)
No chłopie, dzięki Tobie, bardzo nietypowe miejsca mogę zobaczyć. Tak więc dziękuję i chwalę pierwszy kadr ;)
kominowo extra!
super są takie miejscówki ... a mnie się nie udało dostać na ten plener :(
"Idzie kominiarz po drabinie, fiku-miku już w kominie" :)))
Udało się tym zdjęciem ziścić dziecięce marzenia...
Robi wrażenie! Bajera!
Ale wysoki.
Szczęściarzem jesteś, że udało ci się wejść do komina :) ja też bym tak chciał
Fotografie znajdujące się na tym blogu są dostępne na licencji
Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie
niekomercyjne-Bez utworów zależnych 2.5
Polska.